Od wielu lat zauważam, jak często politycy i media mówią o „Porządek światowy oparty na zasadach“ jest przedmiotem dyskusji. Obecny spór między USA a Wenezuelą ponownie wysunął tę kwestię na pierwszy plan. W przeszłości termin ten prawie się nie pojawiał, ale dziś wydaje się niemal standardowym odruchem: jeśli coś się gdzieś dzieje, szybko mówi się, że musimy „bronić zasad“. Jednocześnie odniosłem wrażenie, że ci sami ludzie, którzy szczególnie często odwołują się do tych zasad, sami nie czują się już konsekwentnie nimi związani w razie wątpliwości. Właśnie ta sprzeczność mnie zastanawiała.
Co więcej, im częściej słyszy się takie terminy, tym bardziej wydają się one niejasne. „Oparty na zasadach“ brzmi jasno, ale często pozostaje niejasny. A „prawo międzynarodowe“ jest często używane jako moralna pieczęć aprobaty, chociaż w rzeczywistości są to ramy prawne - z warunkami, ograniczeniami i lukami. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu tematowi. Nie jako prawnik, ale jako ktoś, kto chce zrozumieć, czym ten porządek był kiedyś w swej istocie - i w czym tkwiła jego prawdziwa siła.
Najnowsze wiadomości na temat prawa międzynarodowego
10.01.2026Bieżący raport z Berliner Zeitung dokumentuje, w jaki sposób Donald Trump w jednym Wywiad dla New York Times wyjaśnia „nie potrzebują prawa międzynarodowego“ i postrzega własną moralność jako jedyną granicę swojej władzy - oświadczenie, które natychmiast wywołuje fale w debacie politycznej. Stanowisko to nie tylko zbiega się z ostatnimi działaniami wojskowymi USA, takimi jak atak na Wenezuelę i aresztowanie prezydenta Maduro, ale także oznacza wyraźne odejście od zasad Karty Narodów Zjednoczonych, która zakazuje przemocy między państwami. Kiedy nawet wiodące państwo publicznie deklaruje, że prawo międzynarodowe jest zbędne, staje się jasne, jak bardzo zasady normatywne są pod presją w praktyce. Podkreśla to, dlaczego dobrze uzasadniona kategoryzacja prawa międzynarodowego jest dziś ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
06.01.2026W niezwykle ostrym oświadczeniu przed Radą Bezpieczeństwa ONZ, amerykański ekonomista Jeffrey Sachs podniósł debatę na temat Wenezueli do fundamentalnego poziomu. Sachs opisał kryzys nie jako kwestię poszczególnych aktorów politycznych, ale jako test samego prawa międzynarodowego. Odniósł się do dziesięcioleci interwencji USA, zakwestionował legalność sankcji i użycia siły oraz pilnie ostrzegł przed konsekwencjami erozji zasad ONZ - zwłaszcza w czasach odstraszania nuklearnego. Kilka tygodni temu Sachs wygłosił podobne oświadczenie. Ostrzeżenia w liście otwartym do kanclerza federalnego Friedricha Merza, w którym poruszono również kwestię możliwych naruszeń prawa.
Spotkanie Wenezueli w RB ONZ: Jeffrey Sachs ośmiela ONZ do powstania | Hindustan Times
05.01.2026Po kontrowersyjnej amerykańskiej operacji wojskowej w Wenezueli, w wyniku której aresztowano prezydenta Nicolása Maduro i przewieziono go do USA, międzynarodowa, a w szczególności niemiecka debata na temat oceny tej operacji wywołuje napięcia. Podczas gdy prezydent USA Trump przedstawia operację jako sukces w walce z kartelami narkotykowymi i dla stabilizacji kraju, krytycy podkreślają, że taki strajk wojskowy jest sprzeczny z prawem międzynarodowym. Nagłówki Tagesschau: „Merz musi zająć jasne stanowisko“. W Berlinie niemiecki rząd wzywa do racjonalnego, politycznego rozwiązania i przestrzegania międzynarodowych norm prawnych, podczas gdy różne partie i gracze różnie reagują na działania i wzywają do szerokiej dyskusji na temat roli Niemiec i przyszłości Wenezueli.
Podstawowa idea po wojnach światowych: porządek poprzez zasady, a nie emocje
Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego w ogóle istnieje coś takiego jak prawo międzynarodowe i instytucje międzynarodowe, musisz cofnąć się w czasie. Po doświadczeniach dwóch wojen światowych wiele państw zdało sobie sprawę, że gdy polityka międzynarodowa opiera się wyłącznie na sile, emocjach i odwecie, regularnie kończy się katastrofą. Potrzebne było więc coś, co powstrzyma konflikty - nie poprzez uczynienie ludzi „lepszymi“, ale poprzez ograniczenie państw.
To ważny punkt: klasyczny porządek międzynarodowy nie był pomyślany jako moralna rywalizacja o to, kto jest „tym dobrym“. U jego podstaw leżał pragmatyczny system ograniczania szkód. Państwa pozostają państwami, z interesami, rywalizacją i grami o władzę. Powinny jednak rozwiązywać te konflikty w ramach, które utrudniają eskalację. Jest to mniej heroiczne, ale znacznie bardziej stabilne.
Umowy jako podstawa: zaangażowanie nie wynika z pięknych słów
Stabilność tego porządku opiera się przede wszystkim na traktatach międzynarodowych. Brzmi to sucho, ale jest to decydująca różnica między porządkiem postrzeganym a porządkiem prawnym. Traktat jest niewygodny, ponieważ konkretyzuje oczekiwania. Wiąże, nawet jeśli później staje się niepraktyczny. Taki jest właśnie jego cel.
W praktyce oznacza to, że państwa uzgadniają zasady, akceptują je dobrowolnie i w ten sposób tworzą przewidywalność. To jest prawdziwa waluta porządku międzynarodowego: nie współczucie, nie moralna wyższość, ale wiarygodność. Jeśli jako państwo wiem, że drugie państwo dotrzyma swoich umów, mogę planować, deeskalować i negocjować. Jeśli nie mogę już na to liczyć, każde zachowanie staje się zakładem - a zakłady są kiepskim substytutem sprawiedliwości.
Dlaczego wydaje się to takie „staroświeckie“ - i dlaczego jest to takie ważne?
Ta umowna logika wydaje się dziś niemal staroświecka, ponieważ nie brzmi jak nagłówek. Jest powolna, biurokratyczna i często nieprzyjemna. Trzeba negocjować, akceptować kompromisy, a czasem nawet przełknąć rzeczy, które w rzeczywistości się odrzuca. Ale właśnie w ten sposób tradycyjnie ustanawiano międzynarodową stabilność: nie poprzez moralne deklaracje, ale poprzez twarde, jasne umowy.
„Rozkaz“ jest rozkazem tylko wtedy, gdy ma zastosowanie w trudnych chwilach. Jeśli zasady obowiązują tylko tak długo, jak są wygodne, nie są zasadami, ale argumentami sytuacyjnymi. A gdy tylko inni gracze zdadzą sobie z tego sprawę, cała logika ulega zmianie:
Wtedy pytanie nie jest już zadawane „Co zostało uzgodnione?“, ale „Co może ujść mi na sucho?“.
Organizacja Narodów Zjednoczonych: nie państwo światowe, ale wspólny punkt odniesienia
Rola Organizacji Narodów Zjednoczonych jest również częścią tej powojennej logiki. Wielu oczekuje, że ONZ będzie rodzajem globalnego rządu. Tak jednak nie jest. ONZ to raczej ramy, w których państwa rozmawiają ze sobą, formułują zasady i - w idealnym przypadku - radzą sobie z konfliktami w kontrolowany sposób. Nie zastępują one interesów narodowych, nie zmuszają automatycznie państw do rozsądku. Tworzą jednak coś, czego prawie zawsze brakuje bez nich: wspólny punkt odniesienia.
Ważne jest tutaj to, że ONZ nie jest „dobra“ dlatego, że jest moralnie lepsza, ale dlatego, że oferuje procedury. Procedury są często mało romantyczne, ale stanowią rdzeń prawa. Tam, gdzie brakuje procedur, ostatecznie decyduje władza. I nawet jeśli procedury są czasami blokowane, idea pozostaje decydująca: konflikty nie powinny być rozwiązywane przez spontaniczne strajki, ale poprzez legitymizowane procesy.
Rada Bezpieczeństwa, prawo weta i rzeczywistość: dlaczego konstrukcja nadal ma sens?
Rada Bezpieczeństwa ONZ jest dobrym przykładem tego, jak skompromitowany jest ten system. Z dzisiejszej perspektywy prawo weta stałych członków wydaje się niesprawiedliwe. Z historycznego punktu widzenia jest to jednak również ustępstwo wobec rzeczywistości: bez głównych mocarstw po II wojnie światowej nie powstałby żaden system, do którego przystąpiłyby one w pierwszej kolejności. Wybrano zatem strukturę, która nie jest idealna, ale która przede wszystkim umożliwia wspólną platformę.
Jest to typowa cecha klasycznego porządku: nie stara się on uczynić świata sprawiedliwym. Stara się uczynić go możliwym do zarządzania. I wie, że państwa nie stają się nagle aniołami tylko dlatego, że podpisują kartę. Niemniej jednak nawet niedoskonały zestaw zasad może mieć stabilizujący wpływ - o ile zaangażowane strony zasadniczo akceptują, że zasady mają zastosowanie, nawet jeśli są destrukcyjne.
Gdyby chcieć podsumować to wszystko w jednym zdaniu, brzmiałoby ono następująco: klasyczny porządek międzynarodowy rozwija się dzięki wiążącym się ze sobą państwom. Nie dlatego, że dzięki temu wyglądają „lepiej“, ale dlatego, że w dłuższej perspektywie przynoszą korzyści. Ponieważ ci, którzy akceptują zasady, budują zaufanie - a zaufanie zmniejsza ryzyko eskalacji konfliktów wymykających się spod kontroli.
W tym właśnie miejscu zaczyna się problem, który szczegółowo przeanalizujemy w następnym rozdziale: Gdy tylko samozobowiązanie zostaje zastąpione wyjątkami, gdy tylko „zasady“ stają się elastycznym pojęciem, które jest reinterpretowane w zależności od sytuacji, fundament się zmienia. Wtedy nie chodzi już o umowy i procedury, ale o interpretację, narracje i władzę.
I właśnie w tym momencie porządek prawny stopniowo staje się ponownie porządkiem władzy.

Czym dokładnie jest prawo międzynarodowe? - Zrozumiała kategoryzacja
Termin „prawo międzynarodowe“ jest dziś często używany tak, jakby był rodzajem globalnego kodeksu prawa z jasnymi paragrafami, sędziami i natychmiastowymi konsekwencjami. Jednak to właśnie ta idea regularnie prowadzi do nieporozumień - i rozczarowań. Dzieje się tak dlatego, że prawo międzynarodowe działa w zasadniczo inny sposób niż prawo wewnątrz państwa.
Przez długi czas czułem to samo, co wielu czytelników: Ciągle słyszy się, że coś jest „sprzeczne z prawem międzynarodowym“ lub „objęte prawem międzynarodowym“, ale co to właściwie oznacza, często pozostaje niejasne. Dlatego warto cofnąć się o krok i przyjrzeć się temu, czym właściwie jest prawo międzynarodowe - a czym nie jest.
Po pierwsze, najważniejsza kwestia: nie ma państwa światowego. A zatem nie ma scentralizowanej władzy, która automatycznie egzekwowałaby prawo międzynarodowe. Nie ma międzynarodowych sił policyjnych, które wyruszają, gdy tylko jakaś zasada zostanie złamana. Nie ma globalnego sądu, którego wyroki byłyby zawsze i wszędzie egzekwowane.
Prawo międzynarodowe nie jest zatem systemem nakazów, ale ramami regulacyjnymi. Opiera się na fakcie, że suwerenne państwa akceptują zasady, ponieważ uznały, że długoterminowa stabilność jest bardziej korzystna dla wszystkich niż krótkoterminowa arbitralność. Może to brzmieć krucho - i tak jest. Ale jest to sedno sprawy.
Państwa jako główni gracze
W prawie międzynarodowym uwaga nie skupia się na pojedynczych osobach, ale na państwach. Państwa są podmiotami prawa. Zawierają traktaty, uznają jurysdykcje lub je odrzucają. Oznacza to również, że państwo może uchylać się od prawa międzynarodowego, przynajmniej częściowo - często z konsekwencjami politycznymi, gospodarczymi lub dyplomatycznymi, ale nie automatycznie z bezpośrednią siłą przymusu.
Właśnie w tym zakresie prawo międzynarodowe różni się zasadniczo od prawa krajowego. W obrębie państwa niemal niemożliwe jest uniknięcie systemu prawnego bez szybkiej konfrontacji z policją, sądami i sankcjami. Na arenie międzynarodowej działa to tylko w ograniczonym zakresie - i właśnie dlatego zaufanie jest tak ważne.
Podstawowe zasady prawa międzynarodowego
Pomimo wszystkich różnic, w prawie międzynarodowym istnieją pewne główne zasady, które od dziesięcioleci służą jako fundament. Jedną z najważniejszych jest Suwerenność państwa. Każde państwo jest początkowo uważane za równe i niezależne. Żadne państwo nie może po prostu dyktować innemu, w jaki sposób powinno zorganizować się wewnętrznie.
Jest to ściśle powiązane z Zakaz stosowania przemocy. Siła militarna jest z zasady zakazana. Brzmi to jak oczywistość, ale z historycznego punktu widzenia jest to ogromne osiągnięcie. Przez wieki wojna była legalnym środkiem prowadzenia polityki. Prawo międzynarodowe próbuje to właśnie ograniczyć - nie idealnie, ale rozpoznawalnie.
Kolejną podstawową zasadą jest Nieingerencja w sprawy wewnętrzne. Zasada ta również dziś często wydaje się krucha, ale ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia porządku międzynarodowego. Bez tej zasady nie byłoby już wyraźnych granic między uzasadnioną krytyką a faktycznym wywieraniem wpływu.
Aktualne badanie dotyczące zaufania do polityki
Wyjątki, które obciążają system
Oczywiście prawo międzynarodowe uznaje również wyjątki. Najważniejszym z nich jest Prawo do samoobrony. Jeśli państwo zostanie zaatakowane, może się bronić. Istnieją również środki wojskowe z mandatem ONZ, takie jak utrzymywanie pokoju lub powstrzymywanie konfliktów.
Staje się to problematyczne, gdy wyjątki są rozszerzane lub reinterpretowane. Na przykład interwencje humanitarne są często przekonująco uzasadnione z moralnego punktu widzenia, ale z prawnego punktu widzenia znajdują się w szarej strefie. Im częściej takie wyjątki są stosowane bez wyraźnego mandatu, tym bardziej zmienia się charakter prawa międzynarodowego: ze zbioru zasad w zestaw argumentów.
Rola Organizacji Narodów Zjednoczonych jako prawnego punktu odniesienia
Organizacja Narodów Zjednoczonych nie jest wszechmocnym podmiotem prawa międzynarodowego, ale stanowi centralny punkt odniesienia. Oferuje fora, procedury i instytucje, za pośrednictwem których można formułować zasady, omawiać konflikty i - przynajmniej częściowo - poddawać je ocenie prawnej. Właśnie dlatego, że nie ma państwa światowego, takie wspólne struktury mają kluczowe znaczenie.
Ważne jest, aby to zrozumieć: ONZ nie zastępuje prawa międzynarodowego, lecz je strukturyzuje. Tworzy ramy, w których legitymizacja staje się widoczna. Jeśli środki wojskowe są objęte mandatami ONZ, są one uważane za lepiej chronione przez prawo międzynarodowe - niekoniecznie jako moralnie lepsze, ale jako formalnie legitymizowane.
Sądy bez uprawnień do stosowania przymusu
Prawo międzynarodowe obejmuje również sądy międzynarodowe, takie jak Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości lub Międzynarodowy Trybunał Karny. Instytucje te odgrywają ważną rolę w interpretacji i dalszym rozwoju prawa międzynarodowego. Ich wpływ zależy jednak w dużej mierze od tego, czy państwa uznają ich jurysdykcję.
Również w tym przypadku podstawowa logika staje się jasna: prawo nie powstaje poprzez samo istnienie instytucji, ale poprzez jej akceptację. Sąd może wydać wyrok - ale bez uznania wyrok pozostaje polityczny, niekoniecznie praktycznie skuteczny.
Dlaczego to wszystko i tak działa - przez większość czasu
W świetle tych słabości pojawia się uzasadnione pytanie: dlaczego ktokolwiek w ogóle przestrzega prawa międzynarodowego? Odpowiedź jest trzeźwa: Ponieważ alternatywa jest gorsza. Państwa wiedzą, że obszar całkowicie wolny od zasad i traktatów jest mniej bezpieczny, droższy i bardziej niebezpieczny w dłuższej perspektywie niż niedoskonały zestaw zasad.
Prawo międzynarodowe działa nie dlatego, że jest doskonałe, ale dlatego, że stabilizuje oczekiwania. Tworzy minimalny poziom przewidywalności. I nawet jeśli jest łamane, naruszenie często wymaga wyjaśnienia. Sama potrzeba uzasadnienia jest znakiem, że zasady nadal działają.
Idea ta jest kluczowa dla tego, co rozważymy później: prawo międzynarodowe nie rozwija się w oparciu o moralne oburzenie, ale w oparciu o samozobowiązanie i rozpoznawalność. Gdy tylko państwa zaczynają wykorzystywać zasady jedynie jako instrument retoryczny, zasady te tracą swoją moc regulacyjną.
To właśnie w tym miejscu przejście do tak zwanego „porządku światowego opartego na zasadach“ staje się ekscytujące - i problematyczne. Jeśli bowiem nie jest już jasne, które zasady mają zastosowanie i kto je definiuje, nacisk przenosi się z prawa na interpretację. W następnym rozdziale przyjrzymy się krok po kroku, co to konkretnie oznacza.

Od prawa umów do „porządku światowego opartego na zasadach“
Czytając starsze teksty na temat polityki zagranicznej, można coś zauważyć: Termin „porządek światowy oparty na zasadach“ przez długi czas nie odgrywał większej roli. Mówiono o traktatach, sojuszach, Karcie Narodów Zjednoczonych, dyplomacji, a czasem także o „porządku międzynarodowym“ lub „prawie międzynarodowym“.
W pewnym momencie jednak - zwłaszcza w ostatnich latach - termin ten zaczął pojawiać się coraz częściej. A im częściej był używany, tym bardziej wydawał się substytutem czegoś, co kiedyś było wyraźniej oznaczone.
To nie jest mała różnica językowa. W polityce język nigdy nie jest tylko dekoracją. Terminy są narzędziami. A kiedy nowy termin nagle pojawia się w ciągłym użyciu, warto spojrzeć na niego sceptycznie: Co zastępuje? Co zmienia? I co czyni mniej jasnym, choć powinno być jasne?
Ponieważ „porządek świata oparty na zasadach“ brzmi na początku pozytywnie. Kto mógłby być przeciwko zasadom? Jedyny problem polega na tym, że chociaż traktaty i prawo międzynarodowe mają swoje źródło, często nie jest jasne, jakie zasady są rozumiane przez „porządek świata oparty na zasadach“, kto je ustala i jak mają być egzekwowane.
Kiedy i dlaczego pojawił się ten termin
Termin ten wydaje się być nowoczesnym opakowaniem dla czegoś, co jest historycznie starsze: idei, że stosunki międzynarodowe powinny być regulowane nie tylko brutalną siłą, ale także uznanymi zasadami. W praktyce „oparte na zasadach“ jest często używane, gdy chce się bronić porządku bez angażowania się w konkretny zestaw traktatów.
Może być ku temu kilka powodów. Jednym z nich jest wygoda: łatwiej jest powołać się na „porządek oparty na zasadach“, niż mozolnie wyjaśniać, jakie konkretne normy prawa międzynarodowego mają zastosowanie, jakie wyjątki istnieją, jakie mandaty istnieją, a jakie nie. Drugi powód jest bardziej polityczny: termin ten pozostawia większe pole manewru. Ci, którzy mówią o „zasadach“, mogą podkreślać to, co pasuje do sytuacji - bez konieczności mierzenia się z jasnym tekstem.
Rezultatem jest coś, co można opisać jako retoryczne przesunięcie: Z dala od precyzyjnych źródeł, w kierunku moralnie brzmiącego terminu zbiorowego. Przyspiesza to debaty, ale też czyni je mniej jasnymi. A w świecie wojen, sankcji i interwencji niejasność nie jest nieszkodliwym błędem, ale ryzykiem.
„Oparty na zasadach“ brzmi wiążąco - ale często jest niezdefiniowany
Decydująca różnica między prawem międzynarodowym a „porządkiem światowym opartym na zasadach“ polega na sposobie jego zakotwiczenia. Prawo międzynarodowe ma - przynajmniej w idealnym przypadku - zrozumiałą podstawę: traktaty, Kartę Narodów Zjednoczonych, uznane zasady, orzeczenia sądowe, praktykę międzynarodową. Można się spierać, jak to interpretować, ale wiadomo, do czego się odnosić.
Często różni się od „porządku światowego opartego na zasadach“. Termin ten rzadko jest jasno zdefiniowany. Używa się go tak, jakby było jasne, o co chodzi - i to właśnie tworzy rodzaj językowej strefy mgły. Dla zwykłego czytelnika, ale często także dla codziennego życia politycznego, staje się to niewyraźne:
- Czy chodzi o prawo międzynarodowe?
- Czy chodzi o zasady zachodniego sojuszu?
- Czy chodzi o wartości?
- Czy chodzi o normy ekonomiczne?
- A może chodzi po prostu o porządek preferowany przez potężnych graczy?
Problem nie polega na tym, że chcesz opisać zamówienie. Problem polega na tym, że termin ten jest tak elastyczny, że w razie wątpliwości zawsze można go dopasować. A to oznacza, że traci dokładnie to, o co tak naprawdę chodzi w zasadach: niezawodność i weryfikowalność.
Kto definiuje te zasady?
W tym miejscu robi się naprawdę interesująco - a także nieprzyjemnie. Jeśli twierdzisz, że istnieje „porządek świata oparty na zasadach“, to musisz zapytać: kto zdecydował o tych zasadach? Gdzie się one znajdują? Kto je usankcjonował? I kto decyduje o tym, co jest „oparte na zasadach“ w przypadku sporu?
W klasycznym porządku opartym na traktatach jest to przynajmniej częściowo możliwe: państwa zawierają traktaty. Przystępują do nich lub nie. Karta Narodów Zjednoczonych jest punktem odniesienia. Sądy i instytucje międzynarodowe tworzą ramy interpretacyjne. Nie są one doskonałe, ale przynajmniej zrozumiałe.
W „porządku światowym opartym na regułach“, jak często pojawia się w mowie politycznej, środek ciężkości przesuwa się: zasady nagle wydają się mniej jak wspólnie uzgodnione normy, a bardziej jak zestaw oczekiwań sformułowanych i egzekwowanych przez niektórych aktorów. Może to szybko przerodzić się w milczącą hierarchię: Niektórzy definiują, co jest „oparte na zasadach“ - a od innych oczekuje się, że będą podążać za nimi.
To zasadnicza różnica. Ponieważ kiedy zasady nie są już ustalane wspólnie, ale są de facto interpretowane i określane przez jedną stronę, wówczas prawo ponownie staje się polityką. A na arenie międzynarodowej polityka to często po prostu władza w grzecznym opakowaniu.
Różnica między prawem a narracją
W tym miejscu warto dokonać jasnego rozróżnienia: prawo jest czymś, co można przetestować. Narracja to coś, w co należy wierzyć. Te dwie rzeczy mogą się pokrywać, ale nie są tym samym.
Kiedy ktoś mówi: „Jest to sprzeczne z prawem międzynarodowym“, można - przynajmniej teoretycznie - sprawdzić, który standard został naruszony. Można argumentować, czy wyjątek ma zastosowanie. Można podać źródła. Jest to żmudne, ale można to racjonalnie zweryfikować.
Kiedy ktoś mówi: „To narusza porządek świata oparty na zasadach“, brzmi podobnie, ale często jest znacznie mniej namacalne. Natychmiast rezonuje z presją moralną: Każdy, kto się z nią nie zgadza, szybko zostaje okrzyknięty łamaczem zasad, wichrzycielem, a nawet wrogiem porządku. Ale to, która konkretnie zasada została złamana, często pozostaje tajemnicą. I to jest właśnie niebezpieczne: gdy uzasadnienie jest niejasne, może być użyte do usprawiedliwienia niemal wszystkiego.
Tutaj zaczyna się strefa, w której wiele debat się przewraca. Nie dlatego, że ludzie są źli, ale dlatego, że język jest często szybszy niż prawo w rzeczywistości politycznej. I dlatego, że wygodnie jest powoływać się na „porządek“ bez otwartego omawiania konkretnej sytuacji prawnej.
Problem suwerenności interpretacji
Suwerenność interpretacyjna oznacza, że ten, kto kontroluje terminy, często kontroluje również dyskusję. Kiedy „porządek świata oparty na zasadach“ staje się szyfrem moralnym, powstaje sytuacja, w której aktor nie tylko działa, ale także dokonuje oceny swoich działań. Można to zaobserwować w tym, jak często komunikacja polityczna wygląda w ten sposób: działanie nie jest najpierw kategoryzowane prawnie, ale jest natychmiast określane moralnie. Działanie jest „konieczne“, „bez alternatywy“, „w celu ochrony wolności“, „w celu zachowania porządku“. Każdy, kto zadaje pytania, jest szybko uznawany za naiwnego lub podejrzliwego.
Jednak to właśnie to pytanie leży u podstaw stabilnego porządku: Jakie zasady? Jaka podstawa prawna? Jaka odpowiedzialność? Jakie będą konsekwencje, jeśli wszyscy będą działać w ten sposób? Te pytania nie są destrukcyjne, ale tradycyjnie rozumiane jako odpowiedzialna kontrola.
Jednak gdy suwerenność interpretacyjna staje się silniejsza niż jasność prawa, standard ulega zmianie: wtedy mniej ważne jest, czy coś jest prawnie czyste, ale czy można to komunikacyjnie sprzedać jako „zgodne“. A jeśli regulację można tylko sprzedać, a nie zweryfikować, to jest ona w złym stanie.
Dlaczego ta zmiana jest tak ważna
Przejście od prawa traktatowego do retoryki „opartej na zasadach“ ma efekt uboczny, którego łatwo nie docenić: zmienia procesy uczenia się innych państw. W stosunkach międzynarodowych bardzo uważnie obserwuje się to, co faktycznie się dzieje, a nie tylko to, co się mówi.
Jeśli państwo lub sojusz mówi o zasadach, ale interpretuje te zasady zgodnie z sytuacją, inni się uczą: Zasady są elastyczne. Lub mówiąc ostrzej: zasady są tym, co robią z nich potężni. A jeśli taka jest lekcja, powstaje efekt domina. Ponieważ wtedy staje się racjonalne, aby wszyscy stali się bardziej elastyczni, budowali narracje i korzystali z prawnych szarych stref.
W ten sposób porządek nie może gwałtownie upaść, ale powoli się strzępić. Traci krawędzie. Traci przewidywalność. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że choć nadal posługujesz się językiem porządku, to kryje się za nim coraz mniej treści.
Ten rozdział był w zasadzie pomostem: od starej idei, że porządek jest tworzony poprzez umowy i procedury, w kierunku nowoczesnego języka, w którym „zasady“ są często bardziej roszczeniem niż weryfikowalną podstawą.
ONZ między ambicjami a rzeczywistością
80 lat po wejściu w życie Karty Narodów Zjednoczonych obraz jest otrzeźwiający: Nastrój w siedzibie ONZ w Nowym Jorku nie jest nastrojem świętowania, ale niepokoju. Wielostronny porządek, który opiera się na międzynarodowej współpracy i sile prawa, znajduje się pod ogromną presją. Zamiast wiążących zasad coraz częściej dominuje prawo dżungli. Jest to szczególnie widoczne w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie siły weta blokują się nawzajem, a centralne decyzje nie są podejmowane. Kryzys ten pogłębiają ogromne cięcia finansowe, których konsekwencje dotykają przede wszystkim biedniejsze kraje. A jednak ONZ pozostaje niezastąpionym miejscem - jedynym, w którym wszystkie państwa świata nadal się spotykają.
Sytuacja ta jest analizowana bardziej szczegółowo w poniższym materiale wideo. W wywiadzie z ekspertem prawa międzynarodowego Stephanem Wittichem z Uniwersytetu Wiedeńskiego staje się jasne, dlaczego Organizacji Narodów Zjednoczonych nie należy spisywać na straty pomimo blokad politycznych i osłabienia finansowego. Film rzuca światło na napięcia między polityką władzy a porządkiem prawnym, kategoryzuje rolę sił weta i jasno wyjaśnia, dlaczego ONZ zachowuje swoją wartość, zwłaszcza w czasach kryzysu - nie jako doskonała instytucja, ale jako ostatnia wspólna platforma globalnej społeczności.
ONZ pod presją - 80 lat pracy na rzecz pokoju na świecie i praw człowieka | Podcast ORF
Jak narracje zastępują zasady
Każdy, kto zajmuje się tak zwanym porządkiem świata opartym na regułach, nieuchronnie natknie się na inny temat: propagandę. Ponieważ im bardziej niejasne są terminy takie jak „zasady“, „wartości“ czy „porządek“, tym większe znaczenie ma interpretacja i narracja.
Artykuł „Propaganda: historia, metody, współczesne formy i jak je rozpoznać“ pokazuje dokładnie, w jaki sposób takie narracje są tworzone, dlaczego działają i dlaczego są tak skuteczne w złożonych kwestiach politycznych. W zrozumiały sposób wyjaśnia, w jaki sposób język, powtórzenia i moralne ramy są wykorzystywane do legitymizacji działań bez wyraźnego uzasadnienia prawnego. Każdy, kto przeczytał artykuł o prawie międzynarodowym, znajdzie tutaj brakujące ogniwo między prawem, władzą i percepcją publiczną.
Zwolnienia, uniki i postępująca utrata zaufania
Istotna różnica jest często pomijana w debacie publicznej: Porządek międzynarodowy rzadko załamuje się z powodu spektakularnego łamania zasad. Znacznie częściej dzieje się coś bardziej subtelnego. Zasady są anulowane, podważane lub po prostu obchodzone. Wydaje się to mniej dramatyczne, ale często jest bardziej destrukcyjne w dłuższej perspektywie.
Wynika to z faktu, że otwarte naruszenie zasad jest widoczne, wrażliwe i wymaga wyjaśnienia. Z drugiej strony anulowanie lub obejście może wydawać się formalnie poprawne, nawet jeśli podważa ducha porządku. To właśnie tutaj zaczyna się pełzająca utrata zaufania, która coraz bardziej charakteryzuje stosunki międzynarodowe.
Wycofanie się z umów międzynarodowych
W ostatnich dziesięcioleciach coraz więcej państw - zwłaszcza zachodnich - wycofywało się z umów międzynarodowych lub skutecznie ograniczało ich ważność. Traktaty rozbrojeniowe, umowy o kontroli zbrojeń, międzynarodowe jurysdykcje i umowy wielostronne zostały anulowane, zawieszone lub celowo osłabione.
Jest to często formalnie dopuszczalne. Traktaty zawierają klauzule unieważniające. Państwa mogą się z nich wycofać. Problem nie leży w samym akcie wypowiedzenia, ale w jego akumulacji i kierunku. Jeśli centralne filary porządku stopniowo odpadają, ostatecznie pozostaje formalna suwerenność, ale coraz mniej wspólna struktura.
Dla innych krajów jest to wyraźny sygnał: zaangażowanie jest opcjonalne. Ci, którzy są wystarczająco silni, mogą się wycofać. Ci, którzy są słabi, muszą mieć nadzieję, że zasady będą nadal obowiązywać.
Obejście zamiast otwartej konfrontacji
Jeszcze bardziej problematyczne od jawnych zwolnień jest systematyczne obchodzenie istniejących zasad. Zamiast jasno powiedzieć: „Nie przestrzegamy już tych zasad“, konstruowane są nowe uzasadnienia, rozszerzane wyjątki lub reinterpretowane istniejące standardy.
Jest to często kwestia techniczna, skomplikowana pod względem prawnym i trudna do zrozumienia dla osób z zewnątrz. Terminy takie jak „prewencyjna samoobrona“, „rozszerzone interesy bezpieczeństwa“ lub „nowe sytuacje zagrożenia“ są następnie wykorzystywane do przesuwania starych granic bez ich oficjalnego znoszenia.
Efekt jest ten sam: reguła pozostaje na papierze, ale traci moc wiążącą. I właśnie to jest bardziej niebezpieczne dla porządku niż jego otwarte złamanie, ponieważ podważa jego orientację.
Kiedy procedury stają się sprawą drugorzędną
Procedury były centralnym elementem klasycznego porządku. Decyzje nie miały być podejmowane spontanicznie, ale w ramach jasnych procesów. Mandaty, konsultacje, głosowania - wszystko to miało zapewnić, że władza nie będzie wykorzystywana arbitralnie.
W praktyce jednak takie procedury są coraz częściej lekceważone. Są one postrzegane jako powolne, utrudniające lub politycznie niepraktyczne. Zamiast tego argumentuje się, że konieczne jest „zachowanie zdolności do działania“. Brzmi to wiarygodnie, ale zmienia punkt odniesienia: nacisk nie jest już kładziony na legalność, ale na szybkość.
W dłuższej perspektywie prowadzi to do niebezpiecznej logiki. Jeśli procedury są stosowane tylko wtedy, gdy przynoszą pożądany rezultat, tracą swoją funkcję legitymizującą. Wtedy nie są już mechanizmem ochronnym, ale tłem.

Erozja wzajemnego zaufania
Porządek międzynarodowy działa tylko wtedy, gdy państwa mogą założyć, że zobowiązania mają pewną trwałość. Zaufania nie buduje się poprzez sympatię, ale poprzez powtarzalność. Ci, którzy zachowują się niezawodnie, stają się przewidywalni - nawet dla przeciwników.
Unieważnienia, obejścia i elastyczne interpretacje naruszają właśnie to zaufanie. Niekoniecznie natychmiast, ale kumulatywnie. Każdy pojedynczy krok może być wytłumaczalny. Jednak ogólnym rezultatem jest klimat, w którym nikt nie może być pewien, czy zasady będą nadal obowiązywać jutro.
Jest to szczególnie problematyczne dla mniejszych lub słabszych państw. Są one bardziej zależne od zasad niż od władzy. Kiedy doświadczają, że nawet centralni gracze coraz bardziej wycofują się z porządku, często mają do wyboru tylko adaptację lub rezygnację.
Polityka międzynarodowa kieruje się prostą, ale często niedocenianą logiką: zachowanie jest kopiowane. Nie oceniane moralnie, ale analizowane funkcjonalnie. Państwa bardzo uważnie obserwują, co robią inni - i jakie są tego konsekwencje.
Jeśli anulowanie pozostaje bez konsekwencji, staje się bardziej atrakcyjne. Jeśli obchodzenie zasad jest tolerowane, staje się opcją. Powoduje to efekt naśladownictwa, który stopniowo, a nie gwałtownie, niszczy porządek.
Niebezpieczne jest to: Nikt nie musi celowo burzyć porządku. Wystarczy, że coraz więcej aktorów będzie działać racjonalnie, jednocześnie retorycznie powołując się na te same zasady. W końcu pozostaje porządek, który istnieje tylko w języku.
Zamówienie jako czynnik kosztowy
Inny aspekt odgrywa tutaj rolę: zasady coś kosztują. Kosztują pole manewru, czas, a czasem także wpływy polityczne. Dopóki wszyscy ponoszą te koszty, porządek jest opłacalny. Jednak gdy tylko niektórzy gracze zaczną unikać tych kosztów, inni znajdą się pod presją.
Dlaczego mielibyśmy się ograniczać, skoro inni już tego nie robią? To pytanie jest ludzkie - i politycznie bardzo skuteczne. Prowadzi do tego, że powściągliwość nie jest już postrzegana jako siła, ale jako wada.
Obala to logikę porządku. To, co kiedyś tworzyło stabilność, nagle wydaje się naiwne. I właśnie w tym momencie zaczyna się powrót do logiki władzy - nie z agresji, ale z adaptacji.
Niniejszy rozdział pokazuje zatem strukturalny poziom erozji. Nie skupiamy się tutaj na poszczególnych operacjach wojskowych, ale na środowisku, które je umożliwia. Odwołania, uniki i malejące zaufanie przygotowują grunt pod dokładnie te wydarzenia, którym przyjrzeliśmy się w następnym kroku.
Ponieważ jeśli zasady tracą swoją moc wiążącą, jest tylko kwestią czasu, zanim siła militarna ponownie pojawi się jako normalny instrument. Nie jako naruszenie zasad, ale jako pragmatyczna opcja. Dokładnie w tym miejscu znajduje się następny rozdział - gdzie teoria staje się praktyką.
Działania wojskowe bez wyraźnych mandatów
Do tej pory rozmawialiśmy o koncepcjach, zasadach i zmianach. Jednak najpóźniej w tym momencie nie można już traktować tego tematu abstrakcyjnie. W końcu porządek międzynarodowy nie przejawia się w niedzielnych przemówieniach, ale w konkretnych działaniach. To właśnie tam, gdzie używana jest siła militarna, staje się jasne, jak poważnie traktowane są zasady.
Nie chodzi tu o moralną ocenę poszczególnych konfliktów. Nie chodzi też o wskazywanie winnych czy udzielanie prostych odpowiedzi. Kluczowe jest coś innego: jakie standardy są stosowane - i czy dotyczą one wszystkich w równym stopniu?
W ostatnich latach nastąpił wzrost działań wojskowych, które nie są wyraźnie objęte mandatem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Obejmują one naloty, ukierunkowane ataki, tajne operacje lub otwartą obecność wojskową na obcym terytorium - często uzasadnioną interesami bezpieczeństwa, odstraszaniem lub ochroną pewnych wartości.
Przykłady takie jak operacje w Syrii lub, ostatnio, działania związane z Wenezuelą pokazują powtarzający się schemat: podstawa prawna pozostaje niejasna, jest przedstawiana w skróconej formie lub całkowicie ignorowana. Zamiast tego na pierwszy plan wysuwa się uzasadnienie polityczne. Mówi się wtedy, że „nie było wyboru“, że „musieliśmy zareagować“, że działaliśmy „prewencyjnie“ lub „w interesie stabilności“.
Problem nie polega na tym, że państwa chcą chronić swoje interesy. Zawsze chcą. Problem polega na tym, że ramy prawne są coraz częściej traktowane jako podrzędne - lub jako coś, co można zastąpić komunikacją, gdy nie jest to wygodne.
Główna sprzeczność: domaganie się zasad, obchodzenie zasad
W tym miejscu wewnętrzna sprzeczność tak zwanego porządku światowego opartego na zasadach staje się szczególnie wyraźna. Z jednej strony od innych państw wymaga się, by przestrzegały międzynarodowych zasad. Naruszenia granic, eskalacje militarne czy łamanie traktatów są ostro krytykowane - często słusznie. Z drugiej strony, własne działania wojskowe są traktowane jako przypadki szczególne.
Argumentacja często opiera się na tej samej logice: łamanie zasad nie jest określane jako łamanie zasad, ale jako wyjątek, konieczność lub szczególna odpowiedzialność. Retorycznie pozostaje się po stronie porządku, ale w praktyce lekceważy się jego podstawowe zasady.
Jest to bardzo problematyczne dla porządku. W końcu zasady nie są po to, by się na nie powoływać, ale po to, by ich przestrzegać, gdy sytuacja staje się niewygodna. Jeśli wymagasz zasad od innych, wysyłasz jasny sygnał: te zasady są negocjowalne - przynajmniej dla tych, którzy mają wystarczającą władzę.
Kto kontroluje inspektora?
W klasycznym systemie prawnym odpowiedź na to pytanie jest jasna. Władza jest kontrolowana, decyzje są weryfikowalne, a procedury przejrzyste. Na arenie międzynarodowej jest to trudniejsze, ale zasadniczo nie niemożliwe. Mandaty ONZ, sądy międzynarodowe i wielostronne głosowania zostały zaprojektowane właśnie w tym celu: aby ograniczać władzę, a nie ją legitymizować.
Jeśli jednak siła militarna zostanie użyta z pominięciem tych procedur, powstaje próżnia. Kto decyduje o tym, czy użycie siły było uzasadnione? Kto wyciąga konsekwencje, gdy granice zostały przekroczone? A przede wszystkim: kto egzekwuje te konsekwencje?
W praktyce odpowiedź często brzmi: nikt. A dokładniej: nikt z wystarczającą władzą. I właśnie w tym miejscu porządek przesuwa się z powrotem w kierunku systemu, który opiera się mniej na prawie, a bardziej na równowadze sił.
Międzynarodowy efekt sygnalizacyjny takich działań
Polityka międzynarodowa to system uczenia się. Państwa bardzo uważnie obserwują się nawzajem. Nie tylko oficjalne oświadczenia, ale przede wszystkim rzeczywiste działania. Jeśli działania wojskowe bez wyraźnej podstawy prawnej nie mają żadnych konsekwencji, tworzy się precedens.
Inne kraje wyciągają z tego wnioski. Niekoniecznie ze złośliwości, ale z racjonalności. Jeśli zasady można interpretować elastycznie, jeśli mandaty są opcjonalne, jeśli siła skutecznie zastępuje prawo, to logiczne jest, że wszyscy zaangażowani przyjmują te zasady gry.
Jeśli tego nie zrobisz, możesz znaleźć się w niekorzystnej sytuacji.
Stopniowo wyłania się nowa normalność: uwaga nie skupia się już na „Co jest dozwolone?“, ale raczej „Co jest tolerowane?“. A tolerancja nie jest stabilnym fundamentem porządku, ale krótkoterminowym warunkiem, który zmienia się wraz z równowagą sił.
Długoterminowe szkody dla wiarygodności
Utrata zaufania jest szczególnie problematyczna. Porządek zależy od tego, czy jego główni gracze są postrzegani jako wiarygodni. Wiarygodności nie tworzy się poprzez moralne apele, ale poprzez konsekwencję. Ci, którzy upominają innych, sami muszą działać ze szczególną ostrożnością.
Jeśli jednak powstaje wrażenie, że zasady są stosowane w zależności od sytuacji, wszelka krytyka innych państw traci na znaczeniu. Może być poprawna pod względem treści, ale ma efekt selektywny. A selektywność jest wrogiem każdego systemu regulacyjnego. Ponieważ zachęca do kontrargumentów:
„Robisz to w ten sam sposób“.“
Rezultatem jest pełzająca erozja. Nie głośno, nie spektakularnie, ale stopniowo. Język porządku pozostaje, ale jego rdzeń ulega erozji. Ostatecznym rezultatem jest świat, w którym wielu ludzi wciąż mówi o zasadach - ale coraz mniej chętnie się do nich stosuje.
Dlaczego nie jest to kwestia marginalna
Można pokusić się o odrzucenie tych wydarzeń jako normalnej polityki władzy. Państwa zawsze działały w ten sposób. Ale to nie wystarczy. Zasadnicza różnica polega na tym, że dziś oficjalnie żyjemy w porządku, który faktycznie chciał przezwyciężyć właśnie takie zachowanie.
Jeśli siła militarna ponownie stanie się akceptowanym środkiem, bez jasnych ram prawnych, to nie będzie to tylko nawrót, ale problem strukturalny. Nie ma to wpływu na poszczególne konflikty, ale na podstawowe założenie, że zasady powinny być stosowane powszechnie.
I właśnie w tym momencie pojawia się niewygodne pytanie, którym zajmiemy się w następnym rozdziale: Co to oznacza dla przyszłości? Czy nadal żyjemy w porządku opartym na regułach - czy też wróciliśmy już do porządku władzy, który posługuje się wyłącznie językiem reguł?
Prof. Glenn Diesen i prof. Jeffrey Sachs: Wenezuela jako sygnał ostrzegawczy
W innym najnowszym materiale wideo Glenn Diesen omawia ostatnie wydarzenia związane z Wenezuelą z amerykańskim ekonomistą Jeffreyem Sachsem. Rozmowa koncentruje się na działaniach wojskowych USA i doniesieniach o porwaniu prezydenta Nicolása Maduro.
Sachs wyraźnie klasyfikuje te wydarzenia jako część niebezpiecznego rozwoju, w którym międzynarodowe granice prawne są coraz bardziej lekceważone. Wspólnie omawiają efekt sygnalizacyjny, jaki takie interwencje mają na porządek międzynarodowy i dlaczego powtarzające się naruszenia prawa podważają globalny system bezpieczeństwa w dłuższej perspektywie. Dyskusja uzupełnia przedstawione tu analizy spiczastą, ale spokojną klasyfikacją z perspektywy międzynarodowej.
Jeffrey Sachs: USA atakują Wenezuelę i porywają prezydenta Maduro | Glenn Diesen
Kiedy Zachód sam staje się precedensem
Jedno z najbardziej delikatnych, ale i koniecznych pytań brzmi: co dzieje się z porządkiem międzynarodowym, gdy państwa, które uważają się za jego strażników, same łamią zasady? Pytanie to jest niewygodne, ponieważ opuszcza bezpieczną przestrzeń moralną i konfrontuje się z rzeczywistością prawną.
Nie chodzi tu o relatywizowanie zagranicznych naruszeń prawa. Wręcz przeciwnie. Każdy, kto poważnie traktuje zasady międzynarodowe, musi je również nazwać tam, gdzie zostały naruszone przez „jego własną stronę“. W przeciwnym razie prawo międzynarodowe stanie się instrumentem politycznym - a to właśnie jest sprzeczne z jego pierwotnym celem.
Operacja NATO przeciwko Federalnej Republice Jugosławii
Wojna powietrzna przeciwko Federalnej Republice Jugosławii w 1999 roku jest nadal jednym z najbardziej znanych przykładów działań wojskowych państw zachodnich bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. W tamtym czasie NATO uzasadniało swoje działania argumentami humanitarnymi i potrzebą zapobieżenia eskalacji konfliktu w Kosowie.
W świetle prawa międzynarodowego misja ta była jednak wysoce problematyczna. Nie było mandatu ONZ, a zakaz użycia siły zawarty w Karcie Narodów Zjednoczonych został celowo ominięty. Z perspektywy czasu wielu zachodnich ekspertów prawa międzynarodowego również nie opisywało tej operacji jako „legalnej“, ale co najwyżej jako umotywowaną politycznie lub moralnie uzasadnioną. To rozróżnienie jest kluczowe: motywy moralne nie zastępują prawa.
Operacja w Jugosławii stała się precedensem. Po raz pierwszy otwarcie pokazała, że siła militarna może zostać użyta nawet wtedy, gdy formalne procedury są zablokowane - pod warunkiem, że poparcie polityczne jest wystarczająco silne. To właśnie ten sygnał wywiera wpływ do dziś.
Syria: Stała obecność bez wyraźnej podstawy prawnej
Zaangażowanie militarne państw zachodnich w Syrii również od lat funkcjonuje w obszarze kontrowersji prawnych. Ataki powietrzne, siły specjalne i infrastruktura wojskowa były i nadal są rozmieszczane w niektórych przypadkach bez zgody syryjskiego rządu i bez wyraźnego mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Uzasadnienia wahają się od zwalczania terroryzmu po samoobronę i stabilizację regionalną. Z politycznego punktu widzenia argumenty te mogą wydawać się wiarygodne, ale z punktu widzenia prawa międzynarodowego pozostają wadliwe. Przede wszystkim stała obecność wojskowa na obcym terytorium bez wyraźnej zgody lub mandatu podważa zasadę suwerenności państwa.
Również w tym przypadku widoczny jest schemat: ramy prawne nie są otwarcie negowane, ale rozciągane poprzez elastyczną interpretację. Oznacza to, że chociaż działanie można wyjaśnić, nie jest ono wyraźnie legitymizowane w kategoriach prawnych.
Bieżące wydarzenia wokół Wenezueli
Obecne działania związane z Wenezuelą są szczególnie delikatne. Operacje wojskowe, tajne działania lub bezpośrednie interwencje przeciwko podmiotom państwowym suwerennego państwa bez mandatu ONZ zasadniczo mieszczą się w bardzo wąskich ramach prawa międzynarodowego - i często je przekraczają.
Niezależnie od tego, jak ocenia się wewnętrzną sytuację polityczną Wenezueli: Prawo międzynarodowe nie uznaje ogólnego prawa do interwencji wojskowej w celu egzekwowania celów politycznych lub zmiany rządu. Interwencje tego rodzaju są zatem uważane za niedopuszczalne z tradycyjnej perspektywy prawa międzynarodowego, chyba że są wyraźnie objęte samoobroną lub mandatem ONZ.
Obecne przypadki w szczególności ujawniają również inny problem: ocena jest często dokonywana niezwykle szybko, naładowana politycznie i bez jasnej kategoryzacji prawnej. Utrudnia to trzeźwą debatę i potęguje wrażenie, że prawo nie jest faktycznie stosowane, a jedynie wykorzystywane w komunikacji.
Dlaczego te przykłady są tak ważne
Te trzy przykłady nie są odosobnione. Oznaczają one punkty zwrotne. Każdy indywidualny przypadek zmienił rozumienie tego, co jest uważane za dopuszczalne. Nie dlatego, że wszystkie zasady zostały nagle zawieszone, ale dlatego, że wyjątki stały się nową normą.
Decydującym czynnikiem nie jest to, czy motywy były „dobre“ czy „złe“. Decydujące jest to, że procedura - tj. ramy prawne - stawała się coraz bardziej drugorzędna. To właśnie podważa każdy porządek oparty na zasadach w dłuższej perspektywie.
Jeśli bowiem nawet poważne interwencje bez wyraźnych mandatów pozostają bez konsekwencji, prawo traci moc wiążącą. Inni gracze obserwują to bardzo uważnie - i wyciągają własne wnioski.
Powyższe przykłady to tylko wierzchołek większej góry lodowej. Pokazują one jednak, dlaczego dyskusja na temat prawa międzynarodowego i porządku opartego na zasadach nie ma charakteru akademickiego, lecz bardzo praktyczny. Każdy precedens zmienia reguły gry - często na stałe.
Inne kontrowersyjne interwencje w świetle prawa międzynarodowego
| Kraj (kraj docelowy) | Oficjalne uzasadnienie (krótkometrażowy) | Dlaczego kontrowersyjne w świetle prawa międzynarodowego |
|---|---|---|
| Wenezuela (Operacja aresztowania Nicolása Maduro, 2026 r.) | Przedstawione jako „egzekwowanie prawa“ / aresztowanie pod zarzutem narkotyków i terroryzmu; częściowo argumenty bezpieczeństwa | Niezgodne z prawem według licznych ekspertów prawa międzynarodowego: brak mandatu ONZ, brak zgody Wenezueli i brak wiarygodnej sytuacji samoobrony zgodnie z art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych; również problematyczne ze względu na suwerenność i (domniemany) immunitet głowy państwa. |
| Syria (Strajki lotnicze 2018 przez USA/UK/FR) | Reakcja na użycie broni chemicznej; odstraszanie, „interwencja humanitarna“ / ochrona ludności cywilnej | Brak mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ; „interwencja humanitarna“ jest wysoce kontrowersyjna w świetle prawa międzynarodowego (nie jest powszechnie uznawana za dopuszczalny wyjątek); dlatego często krytykowana jako naruszenie zakazu użycia siły. |
| Libia (2011) | Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1973: Ochrona ludności cywilnej / strefa zakazu lotów („Odpowiedzialność za ochronę“) | Wejście było objęte mandatem ONZ - jednak krytykowane jest to, że część zarządzania wsparciem/operacją wykraczała poza granice mandatu (przekroczenie mandatu, de facto opowiedzenie się po jednej ze stron/logika zmiany reżimu). |
| Pakistan (Ataki dronów, lata 2000/2010) | Zwalczanie terroryzmu / samoobrona przed podmiotami niepaństwowymi | Kontrowersyjne w świetle prawa międzynarodowego ze względu na naruszenie suwerenności bez wyraźnej zgody lub przejrzystej podstawy prawnej; w niektórych literaturach specjalistycznych oceniane jako niezgodne z prawem (zwłaszcza jeśli argument „nie chce lub nie może“ nie ma zastosowania). |
| Irak (2003) | Egzekwowanie poprzednich rezolucji ONZ, domniemana broń masowego rażenia, obrona przed terroryzmem / argumenty bezpieczeństwa | Głównie uznano ją za nielegalną, ponieważ nie było nowej wyraźnej decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ o inwazji; główne uzasadnienia zostały skrytykowane jako nie do utrzymania w świetle prawa międzynarodowego. |
| Federalna Republika Jugosławii / Serbia (Wojna w Kosowie, 1999) | Uzasadnienie humanitarne: Zapobieganie/powstrzymywanie masowych naruszeń praw człowieka, ochrona ludności cywilnej. | Brak mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ i brak klasycznej sytuacji samoobrony; w związku z tym wielu ekspertów prawa międzynarodowego uważa, że było to bezprawne użycie siły („nielegalne“, czasami określane jako „nielegalne, ale zgodne z prawem“). |
| Panama (1989) | Ochrona obywateli USA, obrona demokracji/praw człowieka, „wojna z narkotykami“, ochrona kontraktów kanałowych | Powszechnie krytykowana jako naruszenie zakazu użycia siły: brak mandatu ONZ; podane powody są uważane za niewystarczające w świetle prawa międzynarodowego do przeprowadzenia inwazji; udokumentowano międzynarodowe potępienia (w tym Zgromadzenia Ogólnego ONZ/OAS). |
| Grenada (1983) | Ochrona obywateli USA (w tym studentów), prośby partnerów regionalnych/przedstawicieli rządów, stabilizacja sytuacji | Brak mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ; naruszenie zakazu użycia siły/suwerenności terytorialnej - Zgromadzenie Ogólne ONZ potępiło interwencję jako „rażące naruszenie“ prawa międzynarodowego. |
Dlaczego ta lista zawiera tylko kilka przykładów
Każdy, kto poważnie spojrzy na operacje państw zachodnich od czasów II wojny światowej, które naruszają prawo międzynarodowe lub są kontrowersyjne w świetle prawa międzynarodowego, szybko napotyka praktyczny problem: liczba ta jest duża - i bardzo zróżnicowana. W zależności od definicji, okresu i granic, nie mówimy o kilkunastu przypadkach, ale o kilkudziesięciu, a czasem nawet ponad stu interwencjach wojskowych, tajnych operacjach, nalotach lub stałej obecności wojskowej na obcym terytorium.
Ponadto istnieją misje, które formalnie rozpoczęły się od mandatów, ale później zostały prawnie przekroczone, a także konflikty, takie jak działania wojskowe Izraela w Strefie Gazy (Gaza / Izrael), w których ocena na mocy prawa międzynarodowego jest wysoce kontrowersyjna i różni się w zależności od aspektu.
To jest właśnie kluczowa kwestia: prawo międzynarodowe nie jest prostą etykietą. Odpowiedzi „legalne“ lub „nielegalne“ rzadko można udzielić w sposób ogólny. Niektóre operacje są wyraźnie przeprowadzane bez mandatu ONZ, inne opierają się na samoobronie, jeszcze inne na podstawach humanitarnych lub wcześniejszych rezolucjach. Niektóre z nich są klasyfikowane jako niezgodne z prawem przez większość ekspertów prawa międzynarodowego, inne znajdują się w szarych strefach, które budzą kontrowersje nawet wśród ekspertów. Kompletna ogólna tabela nieuchronnie zatarłaby te różnice - a tym samym wprowadziłaby zamieszanie, a nie jasność.
Przedstawiony tutaj wybór jest zatem celowo ograniczony. Nie ma on na celu oskarżenia, ale podkreślenie wzorca: zasady były wielokrotnie naciągane, obchodzone lub selektywnie stosowane w praktyce - nawet przez te państwa, które uważają się za strażników porządku międzynarodowego. Każdy, kto rozpozna ten wzorzec, lepiej zrozumie, dlaczego terminy takie jak „porządek światowy oparty na zasadach“ są dziś tak często używane - i dlaczego tak ważne jest ich krytyczne kwestionowanie.
Od prawa międzynarodowego do logiki eskalacji: przypadek napięcia
Jeśli chcesz zrozumieć, jak szybko rzekomo stabilny porządek może się obalić, musisz zapoznać się z tzw. Spadek napięcia sobie z tym poradzić. Opisuje obszar przejściowy między pokojem a otwartą wojną - prawnie zamazany, politycznie bardzo niebezpieczny. W tej szarej strefie zasady są naciągane, obowiązki są przenoszone, a środki wojskowe są przygotowywane, często bez formalnego wypowiedzenia wojny.
Ten przypadek napięcia pokazuje, jak kruchy może być w praktyce porządek świata oparty na zasadach, gdy łączą się interesy władzy, logika bezpieczeństwa i narracje polityczne. Bardziej szczegółową kategoryzację można znaleźć w podlinkowanym artykule.
Aktualne badanie dotyczące możliwego przypadku napięcia w Niemczech
Co to oznacza dla przyszłości? - Czy nadal żyjemy w porządku?
Poważne wstrząsy rzadko rozpoznaje się po tym, że coś nagle znika. Zazwyczaj koncepcje pozostają takie same, rytuały również, czasem nawet instytucje. To, co się zmienia, to wewnętrzna treść. Wydaje się, że dokładnie to dzieje się obecnie z porządkiem międzynarodowym. Ludzie nadal mówią o zasadach, prawie, odpowiedzialności - ale coraz częściej wydaje się, że te terminy nie niosą już ze sobą tego, co kiedyś.
Nie jest to dramatyczna teza, ale obserwacja. Nie ma wyraźnego zerwania, oficjalnego odejścia od prawa międzynarodowego. Zamiast tego doświadczamy stopniowej zmiany: odchodzenia od wiążących procedur w kierunku elastycznych uzasadnień. Od wyraźnych mandatów w kierunku narracji politycznych. I właśnie dlatego, że proces ten odbywa się tak cicho, jest on tak trudny do uchwycenia.
Czy znów żyjemy w strukturze władzy?
Pojawia się niewygodne pytanie: Czy faktycznie zbliżyliśmy się już do porządku, w którym siła jest bardziej decydująca niż racja? Nie otwarcie, nie oficjalnie, ale praktycznie?
W klasycznej strukturze władzy nie liczy się to, co zostało uzgodnione, ale to, co można wyegzekwować. Zasady istnieją wtedy tylko jako zalecenia lub jako pomoc w argumentacji. Ci, którzy są wystarczająco silni, mogą je rozciągać lub ignorować. Tym, którzy są słabi, przypomina się o nich. Z historycznego punktu widzenia nie jest to wyjątkowa sytuacja, ale raczej normalny przypadek - ze wszystkimi znanymi konsekwencjami.
Prawdziwym postępem prawa międzynarodowego było przynajmniej ograniczenie tego normalnego przypadku. Nie po to, by go zlikwidować, ale by go okiełznać. Jeśli podstawa tego ograniczenia zostanie teraz usunięta, chaos nie powróci automatycznie. Najpierw powróci coś innego: niepewność.
Paradoksalna konsekwencja selektywnych zasad
Poniższe jest szczególnie paradoksalne: Im częściej zasady są stosowane wybiórczo, tym mniej mogą stabilizować. Ci, którzy pozwalają na stosowanie zasad tylko wtedy, gdy odpowiada to ich własnym interesom, niszczą właśnie to, co zasady mają osiągnąć - a mianowicie niezawodność.
Stwarza to dylemat dla innych krajów. Jeśli będą ściśle przestrzegać zasad, ryzykują, że zostaną wykorzystane. Jeśli dostosują się do nowej elastyczności, same przyczynią się do erozji porządku. Oba rozwiązania są racjonalne - i oba są problematyczne w dłuższej perspektywie. Tworzy to dynamikę, w której nieufność staje się rozsądną postawą.
Porządek rozwija się dzięki samoograniczeniu
Jedną z kwestii, która jest często niedoceniana, jest to, że porządek nie jest tworzony przez kontrolowanie innych, ale przez ograniczanie siebie. Dotyczy to zarówno małej, jak i dużej skali. Państwa, które są gotowe przestrzegać zasad, nawet jeśli są one niewygodne, budują zaufanie - nawet wśród przeciwników.
To samoograniczenie zawsze stanowiło rdzeń porządku opartego na zasadach. Nigdy nie był doskonały, nigdy nie był całkowicie sprawiedliwy, ale miał jasny kierunek. Jeśli ta wola zanika, ostatecznie pozostaje tylko prawo dżungli - nawet jeśli nadal jest ubrane w język zasad.
Rola opinii publicznej: poważne traktowanie terminów
Inny aspekt jest często pomijany: Opinia publiczna i media również odgrywają pewną rolę. Kiedy terminy takie jak „porządek świata oparty na zasadach“ są bezkrytycznie przyjmowane bez pytania o ich konkretne znaczenie, niejasność jest normalizowana. Im mniej jest pytań, tym łatwiej jest formułować decyzje polityczne w kategoriach moralnych, zamiast uzasadniać je w kategoriach prawnych.
Ale zadawanie pytań byłoby oznaką dojrzałości: Który przepis? Jaka podstawa prawna? Jaki mandat? I jakie będą konsekwencje, jeśli inne państwa postąpią w ten sam sposób? Te pytania nie są nielojalne, są konieczne. Ponieważ rozkaz, którego nie można już wyjaśnić, nie jest rozkazem, ale roszczeniem.
Dlatego też niniejszy artykuł nie kończy się konkluzją w tradycyjnym sensie. Zbyt łatwo byłoby sformułować jednoznaczne oskarżenia lub zaoferować szybkie rozwiązania. Sytuacja jest bardziej złożona - i dlatego poważna.
Być może nie żyjemy już w świecie, w którym panują wyraźne reguły. Ale być może nie jesteśmy jeszcze całkowicie w porządku czystej władzy. Prawdopodobnie jesteśmy gdzieś pomiędzy - w fazie przejściowej, w której stare zasady są nadal przywoływane, ale są coraz mniej wiążąco praktykowane.
Kluczową kwestią nie jest to, jak nazwiesz tę fazę. Kluczową kwestią jest to, czy w ogóle ją rozpoznajemy. Ponieważ tylko ci, którzy uznają, że zasady ulegają erozji, mogą podjąć świadomą decyzję o ponownym potraktowaniu ich poważnie - lub otwarcie powiedzieć, że już ich nie chcą.
Oba byłyby bardziej uczciwe niż obecna sytuacja. Ponieważ nakaz, który jest tylko zapewniany, ale nie jest już wiążący, nie stanowi stabilnej podstawy dla wspólnej przyszłości. Jest to obietnica bez odpowiedzialności.
I właśnie to powinno dać nam do myślenia - niezależnie od naszych sympatii politycznych.
Wenn Regeln zu Moral werden – und Moral zu Ausgrenzung
Artykuł „Cancel Culture im Westen“ erweitert die Analyse der regelbasierten Weltordnung um eine innenpolitische Perspektive. Während im geopolitischen Kontext häufig von Normen, Sanktionen und internationalen Regeln gesprochen wird, zeigt dieser Leitartikel, wie ähnliche Mechanismen auch innerhalb westlicher Gesellschaften wirken. Sportverbote, Universitätsdebatten, militärische Personalwechsel und EU-Sanktionslisten werden nicht isoliert betrachtet, sondern als Ausdruck struktureller Dynamiken eingeordnet. Dabei steht weniger die Empörung im Mittelpunkt als die Frage, wie moralische Verdichtung und Reputationslogik Debattenräume verändern. Wer verstehen will, wie außenpolitische Prinzipien in den gesellschaftlichen Diskurs zurückwirken, findet hier eine systematische und differenzierte Analyse.
List otwarty profesora Jeffreya Sachsa do kanclerza federalnego Friedricha Merza
W debacie na temat nowego porządku światowego staje się coraz bardziej jasne, że bezpieczeństwo i rządy prawa nie mogą być rozpatrywane oddzielnie.
Amerykański ekonomista Jeffrey Sachs wzywa w artykule List otwarty do kanclerza federalnego Friedricha Merza Sachs ostrzega przed normalizacją środków, które podważają międzynarodowe standardy prawne i podważają rolę Europy jako siły porządkującej, ponieważ architektura bezpieczeństwa, która ignoruje uzasadnione interesy innych, niszczy zaufanie i pokój w dłuższej perspektywie. Sachs ostrzega przed normalizacją środków, które podważają międzynarodowe standardy prawne i kwestionują rolę Europy jako siły porządkowej. Akceptowanie naruszeń prawa i spirali eskalacji nie tylko zagraża stabilności, ale także podstawom międzynarodowego porządku opartego na zasadach - co jest często pomijane w obecnych debatach strategicznych.
Często zadawane pytania
- Jaka jest różnica między prawem międzynarodowym a „porządkiem światowym opartym na zasadach“?
Prawo międzynarodowe jest historycznie rozwiniętym, prawnie ustanowionym systemem traktatów, konwencji i uznanych zasad opartych na formalnej zgodzie państw. Z drugiej strony „porządek światowy oparty na zasadach“ nie jest jasno zdefiniowaną koncepcją prawną, ale terminem politycznym. Jest on często używany do opisania pożądanego porządku bez dokładnego określenia, do jakich konkretnych źródeł prawnych lub traktatów się odnosi. To właśnie ta niejasność czyni go problematycznym. - Dlaczego w przeszłości mniej mówiło się o porządku światowym opartym na zasadach?
Ponieważ większy nacisk położono na konkretne podstawy prawne. Polityka międzynarodowa tradycyjnie opierała się na traktatach, rezolucjach ONZ i zasadach prawa międzynarodowego. Koncepcja porządku światowego opartego na zasadach zyskała na znaczeniu dopiero wtedy, gdy te jasne odniesienia były coraz częściej omijane lub stawały się politycznie niepraktyczne. - Czy prawo międzynarodowe jest w ogóle wiążące, jeśli nie ma światowej policji?
Tak, ale w inny sposób niż prawo krajowe. Prawo międzynarodowe działa poprzez samozobowiązanie, międzynarodowe oczekiwania, presję dyplomatyczną i długoterminowe interesy. Nie działa poprzez bezpośredni przymus, ale poprzez uświadomienie sobie, że łamanie zasad powoduje długoterminową niestabilność - nawet dla samych łamiących zasady. - Dlaczego więc państwa w ogóle przestrzegają prawa międzynarodowego?
Ponieważ przewidywalne zasady są bardziej korzystne niż ciągła niepewność. Nawet potężne państwa odnoszą korzyści, gdy inni wiedzą, na czym stoją. Prawo międzynarodowe zmniejsza ryzyko eskalacji, nieporozumień i niekontrolowanych reakcji - przynajmniej tak długo, jak jest traktowane poważnie. - Co dokładnie oznacza zakaz przemocy w prawie międzynarodowym?
Zakaz użycia siły generalnie zabrania stosowania siły militarnej między państwami. Wyjątki mają zastosowanie tylko w ściśle ograniczonych przypadkach, na przykład w samoobronie lub na podstawie mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wszystko, co wykracza poza te ramy, jest wysoce kontrowersyjne, przynajmniej z prawnego punktu widzenia. - Dlaczego interwencje humanitarne są tak problematyczne w świetle prawa międzynarodowego?
Ponieważ wydają się one moralnie wiarygodne, ale nie mają powszechnie uznanych podstaw prawnych. Prawo międzynarodowe nie uznaje ogólnego prawa do interwencji zbrojnej w celu naprawienia krzywd. Gdy tylko motywy moralne zastępują procedury prawne, zakaz użycia siły zostaje podważony. - Czy operacja NATO przeciwko Jugosławii stanowiła naruszenie prawa międzynarodowego?
Z prawnego punktu widzenia tak, ponieważ nie było mandatu ONZ i nie było klasycznej sytuacji samoobrony. Nawet wielu zachodnich ekspertów prawa międzynarodowego uważa tę operację za niezgodną z prawem, nawet jeśli była ona broniona politycznie lub moralnie. - Dlaczego wojna w Jugosławii jest tak ważnym precedensem?
Pokazało to bowiem, że siły zbrojne mogą być użyte również bez mandatu, jeśli istnieje wystarczające poparcie polityczne. Otworzyło to drzwi, przez które później przeszło wiele innych wyjątków. - Czy wszystkie zachodnie operacje wojskowe są automatycznie nielegalne?
Nie. Niektóre operacje są objęte prawem międzynarodowym, na przykład wyraźnymi mandatami ONZ lub wyraźnymi sytuacjami samoobrony. Problem nie leży w każdym pojedynczym działaniu, ale w rosnącej gotowości do akceptowania lub ignorowania prawnych szarych stref. - Dlaczego sytuacja w Syrii jest tak kontrowersyjna w świetle prawa międzynarodowego?
Ponieważ zachodnie działania wojskowe są czasami przeprowadzane bez zgody syryjskiego rządu i bez mandatu ONZ. Przytoczone uzasadnienia znajdują się w szarej strefie prawnej i nie są jednolicie uznawane na arenie międzynarodowej. - Dlaczego obecna interwencja przeciwko Wenezueli jest szczególnie krytyczna?
Ponieważ działania wojskowe lub policyjne przeciwko suwerennemu państwu bez mandatu ONZ, bez zgody i bez wyraźnej sytuacji samoobrony są niedopuszczalne w świetle klasycznego prawa międzynarodowego. Polityczna ocena rządu nie zastępuje podstawy prawnej. - Co konkretnie oznacza „selektywne stosowanie zasad“?
Oznacza to, że zasady są ściśle wymagane przez niektórych graczy, podczas gdy wyjątki są przyznawane samym sobie. W rezultacie zasady tracą swoją uniwersalną ważność i stają się instrumentami władzy. - Dlaczego jest to problem dla innych krajów?
Ponieważ uczą się z tego, że zasady można oczywiście negocjować. Kiedy potężne państwa interpretują je elastycznie, inni są zachęcani do robienia tego samego. Przyspiesza to erozję porządku. - Czy zatem porządek świata oparty na zasadach to tylko pozory?
Nieobowiązkowe. Termin ten może być użyteczny, jeśli uczciwie odnosi się do istniejącego prawa. Staje się problematyczny, gdy służy jako substytut konkretnych podstaw prawnych i odciąga krytyczne pytania. - Jaką rolę odgrywają w tym media i opinia publiczna?
Duży. Kiedy terminy są bezkrytycznie przyjmowane bez kwestionowania ich prawnego znaczenia, tworzy się atmosfera, w której narracje polityczne są nadrzędne wobec prawa. Dojrzałość zaczyna się od precyzyjnych pytań. - Czy krytykowanie Zachodu automatycznie oznacza relatywizowanie innych naruszeń prawa?
Nie. Jest dokładnie odwrotnie. Każdy, kto poważnie traktuje prawo międzynarodowe, musi stosować je uniwersalnie. Wybiórcza krytyka podważa wiarygodność całego prawa. - Czy dziś nadal żyjemy w porządku świata opartym na zasadach?
Prawdopodobnie w fazie przejściowej. Język zasad nadal istnieje, ale jego wiążący charakter wyraźnie słabnie. Czas pokaże, czy doprowadzi to do powrotu do otwartej struktury władzy. - Jaki byłby najbardziej uczciwy sposób na poradzenie sobie z tą sytuacją?
Albo ponownie poważnie potraktować zasady i konsekwentnie się do nich stosować, albo otwarcie powiedzieć, że akceptuje się porządek oparty na władzy. Wszystko pomiędzy powoduje niepewność. - Dlaczego artykuł kończy się bez wyraźnej konkluzji?
Ponieważ nie ma prostych odpowiedzi. Głównym zadaniem nie jest przypisywanie winy, ale wyostrzenie percepcji. Tylko ci, którzy rozpoznają, że coś się zmienia, mogą świadomie zdecydować, jak sobie z tym poradzić.











