Jaki jest sens życia? Porównanie religii, filozofów i Helmuta Thielicke'a

Pytanie o sens życia

Istnieją pytania, które towarzyszą ludzkości od tysięcy lat. Pytania, które tak naprawdę nigdy nie znikają, bez względu na to, jak nowoczesny staje się nasz świat. Jedno z tych pytań jest prawdopodobnie dość proste: Jaki jest właściwie sens życia?

Co ciekawe, odpowiedź „42“ pojawia się dziś raz po raz - zwykle z lekkim uśmiechem. Tło pochodzi z „Autostopem przez galaktykę“ Douglasa Adamsa. W tej historii wysoko rozwinięta cywilizacja buduje gigantyczny superkomputer, który przez miliony lat ma obliczyć „odpowiedź na ostateczne pytanie o życie, wszechświat i całą resztę“. Ostateczny wynik to po prostu: 42. Absurd polega na tym, że nikt tak naprawdę nie wie, jakie było pierwotne pytanie.

Właśnie dlatego ta scena stała się znana na całym świecie. Jest zabawna, ale jednocześnie zaskakująco głęboka. Ponieważ być może dość trafnie opisuje podstawowy ludzki problem: często desperacko szukamy odpowiedzi, nie wiedząc nawet dokładnie, jakie pytanie tak naprawdę zadajemy.

Czytaj więcej

Kim właściwie jest J. D. Vance? Portret jego pochodzenia, kariery, sprzeczności i przyszłości

Kim jest J. D. Vance?

Międzynarodowe doniesienia na temat Stanów Zjednoczonych są zwykle zdominowane przez wielkie, głośne postacie. Nazwiska, które polaryzują, które prowokują, które generują nagłówki. Dla wielu europejskich obserwatorów polityka w USA jest zatem często grą eskalacji, konfliktu i wyraźnie rozpoznawalnych przeciwieństw. I nagle pojawia się nazwisko, które zupełnie nie pasuje do tego obrazu: J. D. Vance.

Nie jest klasycznym mówcą. Nie jest człowiekiem wielkich gestów. Nie jest politykiem, który natychmiast przyciąga uwagę zwięzłymi słowami. A jednak nagle się pojawia - w wywiadach, w analizach, w debatach politycznych. Nie jako postać marginalna, ale jako ktoś, kto w oczywisty sposób odgrywa rolę większą, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Dla wielu czytelników w Niemczech czy Europie to właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe pytanie: kim w ogóle jest ten człowiek - i dlaczego nagle stał się tak ważny?

Czytaj więcej

Johann Sebastian Bach - porządek, postawa i fundament naszej muzyki

Portret Johanna Sebastiana Bacha

Jako dziecko i nastolatek dorastałem w rodzinie muzyków. Oboje moi rodzice są nauczycielami muzyki. Moja mama gra na flecie, a tata na pianinie. Muzyka nie była dekoracyjnym tłem w naszym domu, ale naturalną częścią codziennego życia. Ćwiczyliśmy, uczyliśmy, dyskutowaliśmy, a czasem nawet siłowaliśmy się. Nuty leżały na fortepianie, a nie w szafce.

Sam grałem na pianinie, a później także na saksofonie. I jak wielu ludzi, którzy przeszli przez klasyczne szkolenie, w pewnym momencie skończyłem z Johannem Sebastianem Bachem - a dokładniej z pierwszym preludium z „Dobrze temperowanego klawesynu“. Wciąż potrafię je zagrać. Może nie bezbłędnie, musiałbym poćwiczyć jeszcze raz. Ale struktura tego utworu jest ze mną do dziś. Ta spokojna sekwencja połamanych akordów, klarowna harmonia, oczywisty porządek - nawet jako uczeń można wyczuć, że dzieje się tu coś ważnego. Ten portret dedykuję mojej mamie z okazji jej 70. urodzin, która umożliwiła mi wtedy pobieranie lekcji gry na fortepianie.

Czytaj więcej

Jak zwierzęta postrzegają czas - i co to oznacza dla przyszłości sztucznej inteligencji?

Zwierzęta, sztuczna inteligencja i postrzeganie czasu

Kot leży na dywanie. Nie rusza się. Może krótko mrugnąć, obrócić ucho, westchnąć w duchu na narzucone mu warunki egzystencji - i nic więcej się nie dzieje. Człowiek patrzy na niego i myśli: „Typowe. Leniwe bydło“. Ale co, jeśli jest dokładnie odwrotnie? Co jeśli kot nie jest zbyt wolny - ale my jesteśmy? Ten artykuł powstał po tym, jak obejrzałem film Gerda Ganteföra na ten temat i uznałem go za tak interesujący, że chciałbym go tutaj zaprezentować.

Ludzie obserwują zwierzęta od wieków i zawsze dochodzą do tych samych błędnych wniosków. Interpretujemy ich zachowanie z naszą szybkością, naszą percepcją, naszym wewnętrznym zegarem. A ten zegar jest, trzeźwo patrząc, bardziej przytulnym kalendarzem ściennym niż szybkim procesorem. Być może kot wydaje się tak niezainteresowany tylko dlatego, że jego otoczenie jest dla niego tak dynamiczne, jak kolejka w urzędzie w piątkowe popołudnie.

Czytaj więcej

Helge Schneider: Postawa, humor i wolność od konieczności tłumaczenia się

Helge Schneider Portret

Helge Schneidera zauważyłem bardzo wcześnie. Nie dlatego, że był szczególnie głośny czy wysuwał się na pierwszy plan - wręcz przeciwnie. To właśnie ta osobliwa mieszanka inteligentnego absurdu, językowego myślenia na boku i muzycznej rzeczowości utkwiła mi w pamięci. Od samego początku coś w nim wydawało się inne. Nie podekscytowany. Bez wrażenia. A przede wszystkim: nie wymagająca wyjaśnień.

Ten portret nie jest więc tekstem fanowskim. Nie jest też ironicznym mrugnięciem okiem ani próbą zaszufladkowania Helge Schneidera w kulturowym szufladkowaniu. Jest to raczej próba spojrzenia na osobowość, która przez dziesięciolecia konsekwentnie opierała się wszelkim formom zawłaszczania - i w ten sposób wykazała się postawą.

Czytaj więcej

Więcej niż punk: Nina Hagen, Cosma Shiva i sztuka nie dać się wciągnąć

Portret Niny i Cosmy Shiva Hagenów

Kiedy podchodzi się do portretu Niny Hagen, kuszące jest, aby najpierw porozmawiać o muzyce. O punku, prowokacji, przenikliwych występach. O wszystkim, co głośne i widoczne. Ten portret celowo zaczyna się inaczej. Nie od piosenek, nie od stylów, nie od obrazów. Ale od czegoś cichszego - i ważniejszego: postawy.

Postawa nie jest etykietą. Nie można go założyć jak kostiumu, przykleić później lub wyjaśnić marketingiem. Postawa jest widoczna we wczesnym zachowaniu, na długo zanim ktoś stanie się sławny. Widać ją w tym, jak ktoś reaguje na ograniczenia, na sprzeczności, na władzę. I właśnie w tym miejscu Nina Hagen staje się interesująca - nie jako ikona, ale jako osobowość.

Czytaj więcej

Dieter Hallervorden - Więcej niż Didi: Portret niewygodnego wolnego ducha

Dieter Hallervorden i Wühlmäuse w Berlinie

Istnieją postacie, które pozostają z nami do końca życia. Niektóre jak źle dopasowany garnitur, inne jak stary przyjaciel, który ciągle wpada bez pytania. Dla Dietera Hallervordena ten przyjaciel nazywa się „Didi“. I on nie dzwoni, on uderza. Na wyimaginowanym gongu. Palim, Palim! - i prawie każdy wie, kim on jest.

Ale tu właśnie zaczyna się nieporozumienie. Ponieważ każdy, kto redukuje Dietera Hallervordena do tego jednego momentu, do slapsticku, potykającej się twarzy i przesadnej naiwności, tęskni za prawdziwą osobą, która się za tym kryje. Żart zawsze był tylko powierzchowny. Pod spodem krył się umysł, który był bardziej czujny, niż wielu mu przypisywało - i postać, która nigdy nie lubiła, gdy mówiono jej, dokąd ma iść. Ten portret nie jest więc nostalgicznym spojrzeniem wstecz na telewizyjną rozrywkę minionych dekad. Jest to próba poważnego potraktowania artysty, który celowo nie chciał być traktowany poważnie przez dziesięciolecia - i właśnie dlatego był tak skuteczny.

Czytaj więcej

Vicco von Bülow alias Loriot - porządek, forma i cichy opór humoru

Są artyści, którzy przelewają swoją opinię na papier jak pieczątkę: widoczni, jednoznaczni, czasem nawet trochę tandetni. A potem jest Vicco von Bülow - Loriot - który uosabia przeciwieństwo: opanowanie bez zadęcia. Potrafił być bardzo wyraźny, kiedy chciał. Ale nie robił tego ze wskazującym palcem, ale z precyzją, która najpierw prowadzi do śmiechu, a następnie - prawie niezauważalnie - zapewnia powagę. Jest to szczególnie widoczne w późniejszych wywiadach: nie mówi sloganami, ale niuansami. Między wierszami jest często więcej prostego języka, niż można znaleźć w wielu głośnych przemówieniach.

I być może to właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy portret: nie od słynnych szkiców, nie od cytatów, które wszyscy znają, ale od pytania, w jaki sposób człowiek staje się tak, aby mógł patrzeć na świat zarówno z życzliwością, jak i nieubłaganą precyzją.

Czytaj więcej